Ten temat wraca do nas jak bumerang, lub raczej wezbrana rzeka. W naszym kraju system zapobiegania lokalnym podtopieniom „jest jaki jest”. Cóż… musimy najczęściej radzić sobie sami.
Ostatnie dni pokazały nam całkiem obrazkowo, co może pozostać z dorobku życia po krótkiej, lecz intensywnej ulewie. Ubezpieczenie nieruchomości często ratuje nas od pokrywania strat z własnej kieszeni, ale co w przypadku podtopienia samochodu?
Samochód przekraczający zalany odcinek jezdni
Samo OC nic tu nie pomoże. A autocasco? Nie zawsze!
W większości  firm ubezpieczeniowych uszkodzenie, zniszczenie, utrata pojazdu lub jego wyposażenia wskutek powodzi jest objęta ochroną. Jednak w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) pojawia się często dodatkowy zapis z wyłączeniem odpowiedzialności w przypadku:
„szkód polegających na uszkodzeniu silnika wskutek zassania wody lub próby uruchomienia silnika w warunkach stwarzających takie zagrożenie”.
Tak więc : podtopiony samochód lepiej pozostawić unieruchomiony. Nawet jeżeli stoimy w korku i zauważymy zbliżającą się falę powodziową, zgaśmy silnik!
Wszelkie próby wyjeżdżania z  miejsc zalanych już wodą (np. garaże podziemne, parkingi na obniżonym terenie) lub przejeżdżanie „na siłę” po zatopionej drodze może skutkować odmową naprawy zalanego silnika.  Ubezpieczyciel prawdopodobnie pokryje tylko koszty osuszenia, wyczyszczenia i naprawy elektroniki. Wszystko zależy tutaj od warunków zawartego autocasco.
Niektóre firmy ubezpieczeniowe dodają w OWU jeszcze jeden zapis, gdzie ustala się że: „polisa nie obejmuje szkód spowodowanych deszczem nawalnym (np. oberwanie chmury) lub szkód powstałych wskutek podtopienia, ale nie powodzi”.
Pamiętajmy także, że towarzystwo odpowiada za wyposażenie pojazdu pod warunkiem zamontowania go na stałe. Nie zwrócą się nam na przykład koszty zakupu radia lub radioodtwarzacza, ze zdejmowanym panelem czołowym.